Dwa torty – rozdział 4.

Dwie kobiety pokazujące kwiaty to ilustracja 4. rozdziału romansu Dwa torty

Siostrzane rady

Niecierpliwie nacisnęła po raz kolejny dzwonek domofonu i czekała. Obejmując rękami zziębnięte ramiona, przeklinała, na czym świat stoi. Siódma rano w jedyną sobotę w miesiącu, gdy nie musiała iść do pracy, nie była jej ulubioną porą, by sterczeć pod drzwiami. Zwłaszcza, kiedy na zewnątrz panował chłód. Pomimo tego, że kwiecień zaczął się już na dobre, wciąż poranki były zimne i nieprzyjemne. Wprawdzie słońce nieśmiało wyglądało zza chmur, ale wciąż było go za mało, aby ocieplić powietrze.

Zirytowana brakiem odzewu, nacisnęła dzwonek po raz trzeci.

Dwa torty – rozdział 3.

Przytulająca się para to ilustracja 3. rozdziału romansu Dwa torty

W kuchni Bruna

Berenika wysiadła z auta i jeszcze raz zastanowiła się, czy na pewno dobrze robi. Kierowca taksówki, którą zamówił dla niej Bruno, nie zwracał już na jej zamyślenie uwagi i, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, odjechał, nie pozostawiając jej wyboru.

Została sama, w dzielnicy, której nie znała, jakieś trzydzieści pięć godzin przed rozpoczęciem imprezy urodzinowej w domu Nowaka. Domu, przed którym podobno stała.

Dwa torty – rozdział 2.

Pokój w stylu retro to ilustracja 2 rozdziału powieści Dwa torty

Kłamstwo

Kamienica przy Spokojnej 15 z pozoru niczym nie wyróżniała się na tle innych znajdujących się przy tej ulicy. Widać było, że lata świetności ma już za sobą: szary tynk pokrywający nieocieplone ściany był brudny i gdzieniegdzie odpadał, ukazując stare, drobne, ciemno pomarańczowe cegły; miejscami tylko oryginalnie czerwony dach był cały zniszczony. Na to, że czteropiętrowy budynek pozostał zamieszkany, wskazywały jedynie białe ramy plastikowych okien i niedawno odrestaurowane, mocarne i solidne, drewniane drzwi. Na murze po prawej od nich, tuż pod oknem mieszkania na parterze, wandale wyrazili swoją dezaprobatę względem kibiców przeciwnej drużyny piłkarskiej, używając do tego niecenzuralnych słów, ale – widocznie – nikomu się nie śpieszyło do zamalowania dzieła sztuki ulicznej niskich lotów. Najprawdopodobniej administratorzy budynku i jego mieszkańcy już dawno stracili nadzieję i cierpliwość – napis pojawiał się i tak za każdym razem po zamalowaniu poprzedniego – dlatego też stałych bywalców okolicy nie dziwiło, że hasło wciąż widniało na murze.

Przewiń do góry