Czekolada deserowa – rozdział 2.

Ludzie stukający się kieliszkami to ilustracja 2 rozdziału powieści Czekolada deserowa

Sabat

Pierwsza noc spędzona w innym łóżku, w całkiem nowej pościeli wciąż pachnącej sklepem, o dziwo, nie była bezsenna. Gdy się obudziłam, słońce świeciło już od dawna, a mojej współlokatorki nie było. Spojrzałam nieprzytomnie na zegarek. Dziesiąta. Mogłam się spodziewać, że Paulina woli wcześniej wstawać. Przetarłam oczy i powoli podniosłam się z łóżka. Wciąż lekko nieprzytomna otworzyłam walizkę – nie zdążyłam jeszcze wyciągnąć z niej rzeczy – i chwyciłam pierwszą lepszą koszulkę, spodenki i bieliznę. Tak przygotowana udałam się do łazienki. Całe szczęście, że każdy z pokoi miał własną.

Czekolada deserowa – rozdział 1.

Zdjęcie: wykorzystane na podstawie licencji CC0.

Nowy dom

Wbiłam swój wzrok w lekko drżące ze zdenerwowania ręce, które obejmowały wysoką szklankę z sokiem. Zdawałam sobie sprawę z tego, że powinnam choć trochę zapanować nad swoją nieśmiałością, ale nie potrafiłam. Po prostu w tym momencie było to zadanie ponad moje siły.

– Widzisz, co zrobiłaś, głupia? Wystraszyłaś to biedne, niespokojne dziecko jeszcze bardziej.

W głosie dziewczyny, która przedstawiła się jako Elwira, brzmiało rozbawienie pomieszane z pogardą. Nie miałam wątpliwości co do tego, że to drugie uczucie dotyczy mnie. Poczułam się jeszcze mniej pewnie i zapragnęłam schować się pod stół, lecz rozsądek szybko odrzucił ten pomysł. Zrobiłabym z siebie większą idiotkę niż do tej pory.

Jakieś pół godziny wcześniej przekroczyłam próg tego domu, mając w ręce tylko jedną walizkę – a w niej cały swój dobytek. Bynajmniej jednak okoliczności tego wydarzenia nie były tak dramatyczne, jak mogłoby się wydawać. Agata z ojcem nie wyrzucili mnie z domu, przynajmniej nie wprost – to była moja własna decyzja, tylko trochę narzucona przez Patryka. No dobrze, może nie trochę… Zresztą, tak prawdę mówiąc, nie wiem, co tu robiłam.

Czekolada deserowa – prolog

Para młoda podczas wesela to ilustracja prologu romansu fantasy pt. Czekolada deserowa

Ślub

Szalona noc. Z niebem, na którym widniało tysiące migoczących gwiazd wraz z niezwykle jasnym księżycem w pełni; wypełniona zapachem lata, duszącą mieszanką damskich i męskich perfum oraz smrodem papierosowego dymu; pozbawiona akompaniamentu cykad, za to zagłuszona rytmem disco polo przerywanego pijackimi przyśpiewkami. Kwintesencja polskiego wesela.

Nawet moja romantyczna dusza nie potrafiła cieszyć się szczęściem państwa młodych. Pragnęłam nabrać dystansu do tego, co działo się w pałacyku znajdującym się kilkadziesiąt metrów dalej; skupić na gwiazdach i beztroskiej radości z najdłuższych w życiu wakacji, jednak było to niemożliwe z jednego, prostego powodu: to wesele mojego ojca. Nieważne, jak bardzo go nie chciałam… Osiem godzin wcześniej w lukę pozostawioną przez mamę wpasowała się całkiem obca kobieta. Mnie bardziej odpowiadało określenie wepchnęła się, gdyż w zbyt wielu miejscach zdecydowanie odstawała – jednak najwidoczniej, według taty, wypełniła ją idealnie. Dlatego właśnie siedziałam tutaj: na ławce w przypałacowym parku, ze szklanką wypełnioną whisky w ręce, próbując bezskutecznie odciąć się od tego wszystkiego.

Przewiń do góry