Cyntia – część 3.

Zamek to ilustracja do 3 części opowiadania fantasy Cyntia

Wiele razy od tego czasu pytałam ojca, kim była moja matka. Tłumaczyłam mu, że Edward uczy mnie teraz o rozmnażaniu i bardzo zaciekawiła mnie czysto przyrodnicza strona mojego pochodzenia.

Za każdym razem wymawiał się inaczej.

Nie pamiętał, nie chciał pamiętać. Matka została wypędzona, zmarła. Była pięknością, która błyszczała przy nim; była nędzarką, która pragnęła jego towarzystwa i się nad nią ulitował… Teorii było mnóstwo, jakby całkiem zapominał, że pytanie o matkę już padało i wtedy odpowiadał w inny sposób. Nikt z dworu – a właściwie nikt z garstki osób, które mogłam zapytać o matkę, nie znał kobiety, która mnie urodziła. Co śmieszniejsze, nikt też nie pamiętał, w jaki sposób ja pojawiłam się u boku króla. Po prostu pewnego dnia ojciec przedstawił mnie jako swoją córkę i tak już zostało – nikt nie zadawał zbędnych pytań. Pan Bartłomiej twierdził, że za tym zanikiem pamięci stoi coś więcej niż tylko ludzka niedoskonałość. Miał teorię, że to właśnie dzięki matce w moich żyłach płynęła krew Julianów, a skoro moja rodzicielka miała tak szlachetne korzenie, musiała umieć posługiwać się magią. Szczerze mówiąc, nie miało to wtedy dla mnie większego znaczenia.

Cyntia – część 2.

Otwarta książka to ilustracja do 2 części opowiadania fantasy Cyntia

Miałam trzynaście lat, kiedy to wszystko się zaczęło. Zdążyłam wtedy już prawie zapomnieć o Albercie i przestać unikać pana Bartłomieja. Choć biblioteka nie była już tą samą ostoją, co wcześniej, wciąż przesiadywałam tam godzinami, wertując różne księgi. W jednym byłam konsekwentna – zawsze starannie omijałam regał trzydziesty piąty.

Ta noc była inna. Pierwszy raz od dwóch lat zdarzyło mi się zostać w bibliotece już po zachodzie słońca. Zaczytałam się w książce o Arbasie, naszej stolicy, gdzie autor bardzo ciekawie opisał topografię miasta. Dowiedziałam się wtedy, że Mały Plac, jak go wszyscy nazywali, stanowił geograficzny środek osady, którą założono i wokół którego się ona rozrastała. Była to ciekawostka, która na długo zapadła mi w pamięć.

Gdy skończyłam czytać i zorientowałam się, jak późna jest pora, zaczęłam szybko szykować się do wyjścia. Podejrzewałam, że bibliotekarz najzwyczajniej w świecie przegapił mój pojedynczy świecznik stojący na stoliku znajdującym się między dalszymi regałami; nie przypuszczał, że mogłam nie zdążyć wyjść. Zebrałam więc wszystkie swoje rzeczy – kilka piór, kartek i książek – do płóciennej torby i powstałam pośpiesznie z krzesła. Chciałam chwycić w swoją dłoń świecznik i udać się do wyjścia… Silne pociągnięcie w tył, obca, brudna dłoń na ustach i za chwilę smak bólu i krwi zmieszał się z fetorem starej szmaty brutalnie wepchniętej między moje wargi. Ręce zostały wygięte w tył, a zaraz potem przeszył mnie chłód ostrego narzędzia na moim gardle.

Cyntia – część 1.

Tajemnicza kobieta to ilustracja do 1 części opowiadania fantasy "Cyntia"

Gdyby ktoś mnie teraz zapytał, dlaczego postąpiłam tak, a nie inaczej, nie wiem, czy potrafiłabym odpowiedzieć na to pytanie. Albo, po prostu, sama nie chciałam tego wiedzieć…

Być może był to wpływ ludzi, którzy mnie otaczali, poglądy, które próbowali mi narzucić; może moja zwykła młodzieńcza ciekawość i odrobina spóźnionego buntu; a może po prostu nigdy nie potrafiłam ojcu wybaczyć tego, że nie tylko nie poznałam matki – ale też tego, co się z nią stało. Najsmutniejszym chyba jest, że on nawet nie próbował ukrywać swojego lekceważenia wobec moich pytań. Za każdym razem inaczej na nie odpowiadał, a gdy zwracałam uwagę na to, że ostatnim razem mówił co innego, wzruszał ramionami i powtarzał, że to nie ma znaczenia. Matka zmarła podczas porodu, została wygnana za niewierność, stracona za zdradę, podrzuciła mnie do bram zamku i odeszła, uciekła z kochankiem… Powodów jej nieobecności było mnóstwo. Nigdy nie dowiedziałam się, który był prawdziwy.

Nie tęskniłam. Jedynym, co mną kierowało, gdy o nią pytałam, była ciekawość. Wiedziałam, że inne dzieci mają dwoje rodziców, że moje piastunki są matkami – ale stanowiło to dla mnie swoistą abstrakcję. Na co komu jeszcze żeński odpowiednik ojca? Wystarczało mi, że musiałam realizować jego chore ambicje i spełniać wydumane wymagania… Choć, będąc szczerą, muszę przyznać, że może nie potrafiłam do końca spojrzeć na sprawę obiektywnie. Wszak moim ojcem był sam Brunon Krwawy – władca Koladii; uzurpator, który wiele lat wcześniej bezprawnie pozbawił władzy prawowitego króla; tyran i dyktator, którego bali się wszyscy w tej małej krainie.

A ja, jako jego jedyne dziecko, byłam przeznaczona, by objąć po nim tron.

Zdawałam sobie sprawę z tego, jak bardzo nienawidził faktu, że urodziła mu się córka. Pragnął syna, który z pewnością byłby silniejszy psychicznie oraz fizycznie od marnej białogłowy. Kobiety cechowała wrażliwość, delikatność i przesadna uczuciowość, a jeszcze na dodatek co miesiąc krwawiły, mdlejąc i gorączkując – co stanowiło o tym, że były użyteczne tylko do celu prokreacji. Niestety jednak dla ojca, stał się on bezpłodny w wyniku obrażeń poniesionych podczas jednej z walk – i dlatego za dziedziczkę swojego zbroczonego krwią tronu musiał uznać mnie. Nigdy nie miałam prawa do typowo dziewczęcych zachowań. Jak mężczyźni nosiłam spodnie, byłam szkolona w walce i edukowana w zakresie prawa, geografii, historii, matematyki, ekonomii oraz odkrywano przede mną tajniki sztuki dyplomacji.

Tylko jednego nikt nie był w stanie mi wyszkolić; jednego nauczyłam się sama: rozumować.

Na imię dano mi Cyntia i zostanie ono zapamiętane na zawsze.

Przewiń do góry