Czekolada deserowa – prolog

Para młoda podczas wesela to ilustracja prologu romansu fantasy pt. Czekolada deserowa

Ślub

Szalona noc. Z niebem, na którym widniało tysiące migoczących gwiazd wraz z niezwykle jasnym księżycem w pełni; wypełniona zapachem lata, duszącą mieszanką damskich i męskich perfum oraz smrodem papierosowego dymu; pozbawiona akompaniamentu cykad, za to zagłuszona rytmem disco polo przerywanego pijackimi przyśpiewkami. Kwintesencja polskiego wesela.

Nawet moja romantyczna dusza nie potrafiła cieszyć się szczęściem państwa młodych. Pragnęłam nabrać dystansu do tego, co działo się w pałacyku znajdującym się kilkadziesiąt metrów dalej; skupić na gwiazdach i beztroskiej radości z najdłuższych w życiu wakacji, jednak było to niemożliwe z jednego, prostego powodu: to wesele mojego ojca. Nieważne, jak bardzo go nie chciałam… Osiem godzin wcześniej w lukę pozostawioną przez mamę wpasowała się całkiem obca kobieta. Mnie bardziej odpowiadało określenie wepchnęła się, gdyż w zbyt wielu miejscach zdecydowanie odstawała – jednak najwidoczniej, według taty, wypełniła ją idealnie. Dlatego właśnie siedziałam tutaj: na ławce w przypałacowym parku, ze szklanką wypełnioną whisky w ręce, próbując bezskutecznie odciąć się od tego wszystkiego.

– Tu jesteś.

Podniosłam głowę na dźwięk męskiego głosu. Zza zakrętu alejki, przy której się znajdowałam, wyłoniła się wysoka sylwetka odziana w spodnie od garnituru i białą koszulę. W tej ciemności nie potrafiłam rozróżnić rysów twarzy; dostrzegałam jedynie fakt, że chłopak – młody mężczyzna – nosił okulary, ale też nie potrzebowałam go widzieć, by wiedzieć, kim jest. Posłałam mu gorzki uśmiech, którego nie mógł zobaczyć.

– Znalazłeś mnie – powiedziałam w końcu zrezygnowanym tonem.

Mogłabym przysiąc, że Patryk uśmiechnął się delikatnie. Przysiadł koło mnie, nie czekając na zaproszenie.

– Tak właściwie to zostałem wysłany przez twojego tatę. Zbliża się dwunasta.

Aha. Oczepiny.

Kiedy byłam młodsza uwielbiałam ten moment podczas każdego wesela; wbijałam się w kółeczko panien, choć przecież byłam od nich niższa wtedy o połowę i, podekscytowana, liczyłam na to, że magiczny welon trafi w moje ręce. Oczywiście, nigdy się tak nie stało, jednak wtedy wierzyłam, że otrzymanie tytułu nowej panny młodej na weselu stanowi gwarancję tego, że w przyszłości znajdę męża. Głupie mrzonki, jednak od zawsze wiedziałam, że nie chcę być w życiu sama.

Teraz jednak nie obchodziło, kto złapie welon – ba! Na pewno nie chciałam być tą osobą: nie na tym weselu, nie z tą panną młodą.

– Nigdzie nie idę – oświadczyłam stanowczo.

Patryk skinął mi głową ze zrozumieniem, a ja odetchnęłam z ulgą. Nie odezwał się już słowem. Siedzieliśmy w ciszy, wpatrzeni przed siebie, każde pogrążone we własnych myślach. Obydwoje słyszeliśmy, gdy muzyka przestała grać, gdy wodzirej zaprosił na środek wszystkie panny, gdy welon złapała niejaka Kamila… Nie przysłuchiwałam się, co dalej nastąpiło, bo Patryk położył dłoń na moim ramieniu. Spojrzałam na niego ze smutkiem.

– Przykro mi – powiedział tylko.

To było coś, na co czekałam przez cały dzisiejszy dzień. Wreszcie pozwoliłam popłynąć wstrzymywanym przez siebie łzom i wtuliłam się w niego mocno, nie licząc się z tym, że mój spływający makijaż poplami mu koszulę.

– Wiesz… chyba na tym polega dorosłość. Musisz zaakceptować wybór taty bez względu na to, jaki by on nie był. Pomyśl o tym, że on też może bać się samotności. Gdyby nie Agata, zostałby sam, a tak… – Patryk zawahał się na chwilę, jakby sam nie wierzył w to, co mówi.

– To po prostu ironia losu – odparłam, odsuwając się od niego. Niepewnie spojrzałam na szklankę, którą wciąż trzymałam w dłoniach. – Gdyby chodziło tylko o samotność, już prędzej by wybrał panią Ulę, przecież wiesz, że od zawsze próbowałam ich ze sobą zeswatać. Gdyby chodziło tylko o samotność, nie byłby z kobietą, która otwarcie okazuje mi wrogość. Gdyby chodziło tylko o samotność, nie związałby się z kimś, kogo ja nienawidzę… – jednym chlustem wypiłam resztę whisky, która zapiekła mnie mocno w gardło. Zakaszlałam przeraźliwie, krztusząc się przez moment alkoholem, jednak palenie w gardle nie ustawało.

Podobnie było z tępym bólem w sercu, który również nie chciał ustąpić: wręcz przeciwnie, zwiększał się, jakby próbując dobić mnie ostatecznie.

– Odprowadzę cię do pokoju – stwierdził Patryk, gdy po raz kolejny załkałam.

Podniósł mnie z ławki jak szmacianą lalkę. Szklanka wypadła z mojej ręki i rozbiła się na żwirowej alejce, lecz on już ruszył w stronę pałacyku.

A ja płakałam, nie będąc pewną, czy to sprawka alkoholu, czy też złamanego serca. Podświadomie chyba też pozwoliłam sobie na ten płacz, po raz ostatni pozwoliłam: bo jutro miał wstać nowy dzień, bo za cztery miesiące zaczynałam nowe życie, bo należało wreszcie wkroczyć w dorosłość.

Pozwoliłam sobie po raz drugi w życiu być dziewczynką, która straciła rodzica.

NASTĘPNY ROZDZIAŁ

STRONA GŁÓWNA POWIEŚCI

***

Choć blog nowy, to temat stary – Czekolada deserowa. Była, jest i będzie chyba moim najważniejszym dziełem, dlatego nie potrafiłam zostawić jej tak… sponiewieranej. Dorosłam ja, dorosło moje pisarstwo, nie mogło się stać inaczej z Czekoladą. Mam nadzieję, że pokochacie ją tak jak ja… 😉

Do napisania!

Marsy

Zdjęcie: wykorzystane na podstawie licencji CC0.

Pisarka amatorka, dziennikarka, prawie pani inżynier informatyk; kociara, miłośniczka planszówek i gier logicznych, świeżo upieczona pasjonatka katastrof lotniczych. Na tym blogu dzielę się swoimi historiami i światami, czerpiąc z tego dużo radości. Usiądź na chwilę, przeczytaj i pozwól mi dać Ci kolejne życie. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry