Czekolada deserowa – rozdział 1.

Zdjęcie: wykorzystane na podstawie licencji CC0.

Nowy dom

Wbiłam swój wzrok w lekko drżące ze zdenerwowania ręce, które obejmowały wysoką szklankę z sokiem. Zdawałam sobie sprawę z tego, że powinnam choć trochę zapanować nad swoją nieśmiałością, ale nie potrafiłam. Po prostu w tym momencie było to zadanie ponad moje siły.

– Widzisz, co zrobiłaś, głupia? Wystraszyłaś to biedne, niespokojne dziecko jeszcze bardziej.

W głosie dziewczyny, która przedstawiła się jako Elwira, brzmiało rozbawienie pomieszane z pogardą. Nie miałam wątpliwości co do tego, że to drugie uczucie dotyczy mnie. Poczułam się jeszcze mniej pewnie i zapragnęłam schować się pod stół, lecz rozsądek szybko odrzucił ten pomysł. Zrobiłabym z siebie większą idiotkę niż do tej pory.

Jakieś pół godziny wcześniej przekroczyłam próg tego domu, mając w ręce tylko jedną walizkę – a w niej cały swój dobytek. Bynajmniej jednak okoliczności tego wydarzenia nie były tak dramatyczne, jak mogłoby się wydawać. Agata z ojcem nie wyrzucili mnie z domu, przynajmniej nie wprost – to była moja własna decyzja, tylko trochę narzucona przez Patryka. No dobrze, może nie trochę… Zresztą, tak prawdę mówiąc, nie wiem, co tu robiłam.

Po ślubie Agata przestała już w ogóle ukrywać niechęć wobec mnie. Zniosłabym to, gdyby nie fakt, że tata pozwalał jej na wszystko. Mogła traktować mnie z góry, odzywać się grubiańsko, kazać zrobić najgłupszą rzecz – a tata jej przytakiwał. Zupełnie tak, jakby stracił własny rozum, a w jego miejsce pojawiło się bezgraniczne uwielbienie dla żony. Patryk, widząc, jak wygląda sytuacja, namówił mnie, bym wybrała studia jak najdalej od domu. Nie mogąc znieść mojego nieustannego smutku i pogłębiającej się rozpaczy, sam za mnie wszystko załatwił – włącznie z mieszkaniem. Tym mieszkaniem, w którym teraz się znajdowałam. Nie mając innego rozsądnego wyboru, wyjechałam. Stanowiło to dla mnie nie lada wyzwanie z powodu wrodzonej nieśmiałości. Niemniej jednak pewność w głosie Patryka, który przecież spotkał się ze współwłaścicielką domu osobiście, jak i dwie moje późniejsze rozmowy z nią na Skypie uspokoiły mnie i przekonały, że należy spróbować.

Nie mogłam też ukryć tego, że Karolina w pewien sposób mi zaimponowała i jakaś część mnie zapragnęła być tak odważna, jak ona. Ja nie wyobrażałam sobie życia poza rodzinnym domem, bez taty – a ta dziewczyna, zaledwie rok starsza ode mnie, posiadała na własność z bratem ten ogromny dom i, jak mówiła, wynajmowali pokoje, aby nie musieć go sprzedawać – inaczej nie byłoby ich stać, aby go utrzymać. Nie byłam wścibska, nie pytałam o więcej, jednak rozumiałam, że za tym stało jakieś tragiczne wydarzenie. Sam fakt, że nie wspomniała ani razu o swoich rodzicach czy innej rodzinie, która mogłaby im pomóc w utrzymaniu domu, dał mi do myślenia. Nie byłam jednak do końca pewna, czy naprawdę chcę wiedzieć, co się stało, gdy patrzyłam na nadzwyczaj poważną i spokojną dziewczynę.

Karolina wspominała, że w domu mieszka już całkiem sporo osób; właściwie to było wolne tylko jedno miejsce. Poza nią samą, jej bratem i mną, miały tu być trzy dziewczyny i chłopak – jak zrozumiałam, jej chłopak. Przed przyjazdem tutaj nie poznałam nikogo z tej gromadki i – jak się teraz okazało – być może to był błąd. Podczas mojej pierwszej, zapoznawczej rozmowy z panią domu, do kuchni wparowała dziewczyna i to dosłownie wparowała. Z wielkim rozgardiaszem, nieco zbyt głośnym śmiechem, hukiem przewróconego krzesła, brzdękiem butelek rzuconych w siatce na stół i kolejnym przebojem niejakiej Taylor Swift, jak raczyło mnie poinformować owe osobliwe stworzenie – bo po prostu człowiekiem wciąż było mi trudno ją nazwać. Pierwszym, co rzucało się w oczy, były jej wściekle różowe, krótkie, kręcone, sterczące na wszystkie strony włosy. Byłabym skłonna przysiąc, że to peruka, ale patrząc w jej fioletowe – zapewne od soczewek kontaktowych – oczy, które zostały obrysowane starannie zieloną kredką; usta w kolorze soczystej pomarańczy i okrągłą, niemalże dziecięcą twarz pokrytą tysiącem piegów, potrafiłam uwierzyć, że dziewczę faktycznie potraktowało swoje prawdziwe włosy w ten okrutny sposób. Ubrana była w letnią, niebieską sukienkę, która ledwo sięgała jej do kolan, na nogach miała czerwone trampki. Dotychczas takie twory widziałam jedynie w telewizji, ale dziewczyna stojąca przede mną była jak najbardziej prawdziwa. I miała na imię Stefka, jak mnie poinformowała, robiąc duże, różowe balony z gumy, którą żuła.

Tak gwałtowne powitanie nieco mnie przeraziło – skoro tak prezentowała się jedna osoba, to jak będzie wyglądać reszta towarzystwa?

Nie musiałam długo czekać, bo zanim zdążyłam się otrząsnąć z szoku i przedstawić ekscentrycznej Stefce, w drzwiach pojawiła się modelka. Tak jak moja nowa różowa współlokatorka była niższa nawet ode mnie – może miała metr pięćdziesiąt wzrostu, ale na pewno nie więcej – tak dziewczyna, która za nią się pojawiła, mierzyła co najmniej sto osiemdziesiąt centymetrów. Miała piękne, długie, falowane, zafarbowane na rudo włosy, które przysłaniały lekko jej szczupłą, trójkątną twarz. Dziewczyna miała perfekcyjny, według mnie nieco przesadzony, makijaż – choć nie byłam specjalistką, jeżeli chodzi o makeup, to już z tej odległości potrafiłam dostrzec, że jej rzęsy są sztuczne. Jednak tym, co najbardziej zwracało uwagę, była jej niezwykła chudość – poczułam się nieco niepewnie ze swoją wagą w jej towarzystwie. Ubrana była w kusą, białą sukienkę, na jej nogach lśniły sandałki w tym samym kolorze. Swoją starannie wypielęgnowaną dłonią odsunęła zabłąkany lok z twarzy i przyjrzała mi się uważnie.

– A więc to jest ta nowa… Nawet ładna. Elwira jestem.

Jak na kobietę, miała nadzwyczaj niski głos.

Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, zaskoczona jej bezceremonialnością, Stefka wydała z siebie jakiś niezrozumiały okrzyk i dopadła mnie, mówiąc coś o nieprzejmowaniu się i braniu byka za rogi. W tej chwili zrozumiałam, że o wiele bardziej teraz wolałabym być w swoim własnym domu, nawet z nieznośną Agatą za ścianą, byle tylko nie musieć wysłuchiwać głupot i inwektyw ze strony obcych ludzi. Zdenerwowana, onieśmielona i bliska płaczu poczułam, że ręce zaczęły mi się pocić i jeszcze bardziej trząść. Boże, żeby to był sen, żeby to był tylko bardzo głupi, pokręcony sen!

– Dziewczyny, weźcie się opanujcie. Wiecie ile czasu zajęło mi szukanie jakiejś normalnej współlokatorki, a wy zaraz to zaprzepaścicie – ogłosiła stanowczo Karolina. Zwróciła się w moim kierunku, a jej ciemne oczy spojrzały na mnie przepraszająco. – One nie są takie złe. Za każdym razem odstawiają takie cyrki, bo – wiem, że trudno ci w to uwierzyć – do tej pory jako współlokatorki zgłaszały się jakieś pokręcone dziewczyny.

– O tak! – przyklasnęła jej Stefka, przysiadając się do mnie. – Ta… Edyta, nie? Ona była dopiero porąbana. Chodziła w piżamie na zajęcia i w kółko bredziła coś o złej energii przepływającej przez otoczenie. Nasłała na mnie policję! Wyobraź sobie, że zgłosiła dzielnicowemu, że wytwarzam pole magnetyczne, bo jej się nogawka spodni kleiła do łydki jak chodziła po naszym wspólnym pokoju!

Wszystkie trzy dziewczyny się zaśmiały. Również i ja nieśmiało się uśmiechnęłam, słysząc nieprawdopodobną historię. Istniał ktoś bardziej szalony od dziewczyny z różową trwałą?

– Tak, Edzia była dobra, ale chyba w kategorii najgorszej współlokatorki zwycięstwo należy do Bożenki – wtrąciła się Elwira.

Uśmiech rozjaśnił jej twarz i wyniosłość zniknęła, czyniąc ją całkiem sympatyczną. A może była taka od początku, tylko ja sobie wmówiłam, że jest wyniosła?

– Dlaczego? – odważyłam się zapytać, ciekawa i zdziwiona tym, że ręce przestały mi się trząść.

– To dość obrzydliwa historia – ostrzegła mnie Karolina.

– Paskudna wręcz – uzupełniła Stefka.

– E tam, paskudna – machnęła ręką Elwira, po czym otworzyła szafkę, szukając w niej szklanki. – Dziewczyna po prostu nie wiedziała, że prysznic bierze się częściej niż raz na rok. – Wyciągnęła szkło i sięgnęła po sok stojący na blacie. – I że sama woda nie wystarczy.

– Jak również chyba też nie wiedziała, że nie kumuluje się resztek jedzenia za łóżkiem – dodała z przekąsem Karolina.

– A jak miała okres…

– Nie! – przerwała Stefce. – Tego tematu nie poruszamy. Udawajmy, że to się nie wydarzyło.

– No to faktycznie miałyście przeboje – rzuciłam, już rozluźniona.

– Oj tak, zdecydowanie. Dlatego wybacz, mamy dla ciebie test, który musisz zaliczyć, żebyśmy cię zaakceptowały jako współlokatorkę – powiedziała poważnie ruda, a różowa puściła mi oko.

– No dobra. Co to za test?

– Uwaga, pierwsze pytanie! Nie masz problemu z bałaganem?

– Nie – uśmiechnęłam się, bo już wiedziałam, do czego zmierzają.

– Wierzysz w nadprzyrodzone moce?

– Nie.

– I nie podrywasz cudzych braci? – ostatnie pytanie padło z ust dziewczyny, która pojawiła się w przedpokoju, a następnie weszła do kuchni.

Miała długie, jasne – niemalże białe – włosy, które związała w perfekcyjny kucyk. Do tego jasna karnacja i niebieskie oczy – ukryte za szkłami w jasnobrązowych, kwadratowych oprawkach. Ubrana w top z muminkiem i krótkie dżinsowe spodenki, przez ramię miała przewieszony zielony plecak. Lekko spocona, najwyraźniej od upału panującego na dworze – a policzki miała zaróżowione. Uśmiechała się nieco tajemniczo, choć miałam wrażenie, że tylko ja nie miałam pojęcia, co ten uśmiech oznacza. Gdy zadała swoje pytanie, Elwira obdarzyła ją morderczym spojrzeniem, Stefka parsknęła, wypluwając przez przypadek gumę, a Karolina taktownie odwróciła się, choć zdążyłam zauważyć jej rozbawienie.

– Elwirka, nie patrz tak na mnie, przecież wiesz, że to nie było odniesienie do ciebie, tylko do Renaty. Dobrze wiemy, że to był jedyny powód, dla którego chciałaś się jej pozbyć. – Nowo przybyła podeszła do rudej i przytuliła ją lekko, ale w tym geście było dużo czułości. Potem odsunęła się od koleżanki i spojrzała na mnie. – Widzę, że mamy nową. Jestem Paulina – podeszła do mnie i podała mi rękę przez stół.

Nie do końca wiedząc, jak się zachować, lekko podniosłam się z siedziska, wyciągnęłam w jej stronę dłoń i w tym momencie potrąciłam swoją szklankę. Sok zalał obrus, a Stefka odskoczyła, gdy i jej sukienka została poplamiona.

Zawstydzona, opadłam z powrotem na siedzenie, bez słowa.

– Ej, Tosia, nic się nie stało – oznajmiła różowa, spoglądając na mnie przyjaźnie.

– Pewnie, że nie. Paulina jest czasem zbyt formalna – Karolina puściła mi oko, zbierając szmatką rozlany napój.

– Przepraszam, czasem przynoszę nieszczęście – przyznała blondynka, wciąż się uśmiechając. – Nie wywiniesz się jednak od tego pytania, musisz je zaliczyć, by zdać test. Tak więc, jeszcze raz: masz w zwyczaju podrywać cudzych braci?

Nie bardzo rozumiałam, co oznacza to pytanie, ale wiedziałam, że odpowiedź może być tylko jedna.

– Nie.

– Gratuluję, jesteś przyjęta! – Stefka podskoczyła, by mnie objąć i zamoczyła swoją sukienkę w resztkach soku, których nie zdążyła wytrzeć Karolina.

– Przyzwyczajaj się – powiedziała do mnie tylko Elwira, ale ja wiedziałam, że jej słowa nie są potrzebne.

Mimo tego, że te cztery dziewczyny były od siebie tak różne i miały tak wyraziste charaktery, bardzo się lubiły. A ja nagle bardzo zapragnęłam, by stać się jedną z nich.

***

Pokój, który miałam dzielić z Pauliną był wystarczająco duży, by pomieścić dwa pojedyncze łóżka, dwie szafy, dwie stojące lampy nocne i kawałek blatu roboczego, przy którym mieściły się dwa krzesła. Szare ściany, białe drzwi i jasne, drewniane meble działały na mnie kojąco, a dzięki dużemu oknu w sypialni było jasno, nawet teraz, gdy dobiegała godzina osiemnasta. Ściana nad łóżkiem Pauliny ozdobiona była fototapetą z widokiem na Tatry, a ozdobne poduszki i narzuta we wszystkich odcieniach zieleni wskazywały na to, że był to jej ulubiony kolor. Na połowie blatu roboczego leżały porozkładane zeszyty i książki; te również zajmowały podłogę między szafą a łóżkiem. Z tytułów wynikało, że Paulina studiuje jakiś biologiczny kierunek, a w dodatku jest fanką Terry’ego Pratchetta. Uśmiechnęłam się do siebie. Biologii nie znosiłam, ale również lubiłam Świat Dysku. Istniał więc jakiś punkt zaczepienia.

Moja połowa pokoju była nietknięta, jakby nikt nigdy wcześniej tu nie mieszkał. Wiedziałam, że to nie była prawda – wspomniane na początku najgorsze współlokatorki nie były jedynymi, a dziewczyny też przyznały, że często zamieniały się pokojami między sobą. Sypialnię z nową dzieliła ta, o której uważały, że najlepiej się z nią dogada. Teraz nową byłam ja i trochę rozumiałam ich wybór. Trudno mi było sobie wyobrazić siebie dzielącą pokój z Elwirą czy Stefką. Przynajmniej na razie.

Karolina miała pokój ze swoim chłopakiem, tylko jej brat mieszkał sam. Ani jednego, ani drugiego do tej pory nie poznałam, bo wyjechali gdzieś razem na biwak i mieli wrócić dopiero w niedzielę. Do tego czasu, jak nazwała to Stefka, dom był babski. I oprócz trzech babskich wieczorów zapoznawczych, czekały mnie trzy babskie dni wypełnione zakupami, bo dziewczyny nie mogły wyjść z podziwu, jak mało rzeczy ze sobą przywiozłam i jak bardzo byłam nieprzygotowana. Za kwadrans miałam stawić się w kuchni, byśmy mogły wyruszyć do Ikei – a tam kupić chociażby pościel, której, sierota, nie miałam. Głupie sprawy, o których nie pomyślałam ani ja, ani Patryk – ani ojciec. Chyba do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ostateczna była moja wyprowadzka, ale teraz, gdy miałam swoją chwilę samotności i otworzyłam walizkę, zrozumiałam, że już nie będę mogła oglądać się wstecz. Rodzinny dom, który do tej pory kojarzył się z ciepłem i bezpieczeństwem, musiałam zostawić za sobą. Czekała na mnie dorosłość. A u jej progu – ten dziwny dom wypełniony jeszcze dziwniejszymi, choć życzliwymi, ludźmi.

Wyciągnęłam komórkę z torebki i odblokowałam ją. Napisałam tylko jednego, krótkiego SMS-a.

Dziękuję.

Patryk na pewno wiedział, za co.

NASTĘPNY ROZDZIAŁ

POPRZEDNI ROZDZIAŁ

Oryginalne zdjęcie: wykorzystane na podstawie licencji CC0.

Pisarka amatorka, dziennikarka, prawie pani inżynier informatyk; kociara, miłośniczka planszówek i gier logicznych, świeżo upieczona pasjonatka katastrof lotniczych. Na tym blogu dzielę się swoimi historiami i światami, czerpiąc z tego dużo radości. Usiądź na chwilę, przeczytaj i pozwól mi dać Ci kolejne życie. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry