Dwa torty – rozdział 4.

Dwie kobiety pokazujące kwiaty to ilustracja 4. rozdziału romansu Dwa torty

Siostrzane rady

Niecierpliwie nacisnęła po raz kolejny dzwonek domofonu i czekała. Obejmując rękami zziębnięte ramiona, przeklinała, na czym świat stoi. Siódma rano w jedyną sobotę w miesiącu, gdy nie musiała iść do pracy, nie była jej ulubioną porą, by sterczeć pod drzwiami. Zwłaszcza, kiedy na zewnątrz panował chłód. Pomimo tego, że kwiecień zaczął się już na dobre, wciąż poranki były zimne i nieprzyjemne. Wprawdzie słońce nieśmiało wyglądało zza chmur, ale wciąż było go za mało, aby ocieplić powietrze.

Zirytowana brakiem odzewu, nacisnęła dzwonek po raz trzeci.

To nie był jej pomysł. Ale kiedy wczoraj późnym wieczorem – a właściwie dla niej panowała już noc – wróciła do domu, nie mogła się powstrzymać i zadzwoniła do Izy. Pomimo tego, że jej siostra już spała, odebrała telefon i usłyszawszy wieści, kategorycznie kazała się stawić Berenice u niej z samego rana, a ta – jak przystało na młodszą, posłuszną siostrę – wykonała polecenie. I zaczynała trochę tego żałować.

Zastanawiała się, czy nie lepiej byłoby po prostu zadzwonić do siostry na komórkę, ale zdecydowała, że jeszcze raz użyje dzwonka. Tym razem ktoś odebrał.

– Tak? – odezwał się zaspany, męski głos.

Berenika przewróciła oczami.

– To ja. Wpuść mnie, szwagier.

Mężczyzna wymamrotał w odpowiedzi coś niezrozumiałego, ale mimo wszystko odblokował drzwi i za chwilę Stefaniak znalazła się na klatce schodowej. Ignorując windę, pobiegła schodami, wiedząc, że szybka przebieżka ją rozgrzeje. Dwa piętra wyżej czekały na nią już otwarte drzwi, a w nich mocno zaspany mężczyzna w piżamowych spodniach i białym podkoszulku, którego najwidoczniej używał do spania; jego ciemne, krótkie włosy były zmierzwione, a na policzkach widniał poranny zarost. Zauważywszy ją, potężnie ziewnął, za co zarobił od niej kuksańca.

– Chyba z piętnaście minut tam sterczałam – ofukała go, wchodząc do środka.

Ziewając po raz kolejny, zamknął drzwi i spojrzał na nią z najbardziej zaspaną miną, na jaką było go stać.

– To nieludzkie budzić w sobotę o tej porze ciężko pracującego mężczyznę – przetarł oczy.

Berenika przewróciła oczami, ale nic nie odpowiedziała. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Grzesiek udaje – nawet jeżeli go obudziła, to zdążył już dojść do siebie, a wszystkie jego gesty były udawane. Uwielbiał się z niej naigrawać.

– Gdzie Iza? – zapytała, rozglądając się po korytarzu.

Drewniana podłoga, meble i drzwi, a do tego beżowe ściany – a na nich abstrakcyjne obrazy. Mieszkanie państwa Bazylewskich od trzech lat wyglądało tak samo i jedynym, co się w nim zmieniało – i to z dużą częstotliwością – to właśnie te malowidła na ścianach – każde jedno spod ręki pani domu. Iza miała w zwyczaju otaczać się obrazami, które oddawały jej aktualny nastrój; te, których w danym momencie nie potrzebowała, przechowywała w jednym z pokoi zaadaptowanych na jej pracownię albo sprzedawała w internecie. Niemniej jednak, pomimo dużej rotacji malowideł na ścianach, Iza nie tworzyła dużo, bo nie miała na to czasu. Malowanie stanowiło jedynie jej hobby, zawodowo zaś zajmowała się czymś innym, choć w sumie nie tak odległym.

Rozległ się dzwonek świadczący o tym, że ktoś właśnie na domofonie wystukał kod dostępu do mieszkania i na klatce trzasnęły drzwi.

– Za chwilę powinna tu być – odparł Grzesiek, machając ręką w stronę wejścia, po czym poczłapał w stronę kuchni. – Napijesz się kawy? – zawołał jeszcze za siebie.

– Tak, proszę! – odparła i w tym samym momencie rozległ się szczęk klucza w zamku i w progu stanęła jej siostra.

– O, cześć Nika. Wyspana i gotowa do działania? – uśmiechnęła się, podnosząc do góry kuferek, który trzymała w ręce.

Berenika doskonale znała jego zawartość. Westchnęła ciężko i podeszła do kobiety, biorąc od niej walizeczkę.

– Nie powinnaś dźwigać – skarciła ją, spoglądając na jej brzuch.

Być może był trochę powiększony, ale właściwie równie dobrze mogło się jej wydawać. Iza zawsze była szczupła – tak samo jak ona – i raczej, na razie, nic nie wskazywało na początek trzeciego miesiąca ciąży. Chyba że się ją znało od zawsze.

Prócz szczupłej sylwetki, obydwie siostry Stefaniak mogły się poszczycić prawdziwie kobiecymi kształtami – całkiem spore piersi i okrągłe biodra to było coś, czego zawsze zazdrościły im inne kobiety. Tylko w jednej kwestii genetyka je wykpiła – jak Berenika była bardzo niska, tak dwa lata starsza Izabella mierzyła ponad sto osiemdziesiąt centymetrów. I dzielił je jedynie ten wzrost – prócz budowy ciała, miały podobne rysy twarzy i ten sam, ciemny kolor oczu i włosów. Śmiały się z tego, bo Berenika przecież wyglądała po prostu jak prawie czterdzieści centymetrów mniejsza kopia Izy, ale też często im to dokuczało: młodsza z sióstr zawsze przez obcych była traktowana protekcjonalnie – starsza wzbudzała niepokój, zwłaszcza wśród mężczyzn. Właściwie jedyny, który nie czuł się źle z tym, że kobieta jest od niego wyższa, przebywał teraz w kuchni obok, parzył kawę i od trzech lat był jej mężem.

Trzy lata małżeństwa, trzy centymetry różnicy. Berenika uważała to za zabawne.

Teraz jednak Iza wyglądała inaczej. Nika miała wrażenie, że kształty siostry są jeszcze bardziej okrągłe niż zazwyczaj, a pod perfekcyjnym – jak zawsze – makijażem z bliska można było dojrzeć zamaskowane niedoskonałości, z którymi jej siostra nigdy nie miała problemu. Poza tym jednak, wyglądała na zdrową, może trochę bladą, ale na jej ustach widniał uśmiech – i to było najważniejsze.

– Już nie zaczynasz dnia od bliskiego spotkania z muszlą klozetową? – zapytała Berenika, za co zarobiła od Izy kuksańca.

– Przestaliśmy jeść smażone. Od ponad tygodnia nie używam patelni, jemy właściwie same zupy albo zapiekam jakieś mięsko w piekarniku. I herbata imbirowa. Ten, kto to wymyślił, jest geniuszem!

– Żeby nie było wątpliwości, to ja to wyczytałem – w drzwiach kuchni stanął Grzesiek. Wręczył Berenice kubek z kawą, spoglądając wciąż z czułością na żonę. – Miałaś mnie obudzić, odwiózłbym cię do studia.

– Przecież wciąż mam prawo jazdy. I nie jestem z porcelany, nic mi się nie stało – pokazała mu język, ale w spojrzenie, które mu posłała, było pełne miłości.

Berenika zawsze peszyła się w takich momentach jak ten, patrząc na tak nieskrępowanie okazywane sobie uczucia. Owszem, to była jej siostra – a Grzesiek to prawie brat – jednak ich zażyłość stale ją zawstydzała. Być może przez świadomość tego, że w tym akcie była tylko obserwatorem, może absurdalne przekonanie, że stanowiła wręcz intruza, a może… może po cichu była trochę zazdrosna o związek i uczucie, którego sama ani razu nie doświadczyła?

Oczywiście, sama przed sobą nigdy w życiu by nie przyznała, że jej brakuje tego typu relacji. Niemniej jednak wciąż nie potrafiła oswoić się z zachowaniem siostry i jej męża.

– Znowu to robicie!

Iza zaśmiała się, doskonale wiedząc, o co chodzi. Posłała jeszcze małżonkowi całusa, po czym wzięła Nikę pod ramię i zwróciła na nią swoje spojrzenie.

– To co, najpierw mi wszystko dokładnie opowiesz, a potem zrobię cię na bóstwo?

– Skoro tak to określasz – westchnęła.

Iza zaśmiała się serdecznie raz jeszcze i pociągnęła ją w kierunku drzwi do swojej pracowni. Berenika wiedziała, że nie ma sensu protestować. Poza tym, właśnie po to przyszła – po radę i po pomoc. A kto się lepiej do tego nadawał, niż starsza siostra?

***

Pracownia Izy była jedynym pomieszczeniem w całym mieszkaniu, które było pomalowane na biało. Duże okno wychodzące na południe zajmowało całą ścianę naprzeciw drzwi, dzięki czemu było tu jasno przez większą część dnia. Tuż obok niego, ustawiona prostopadle pod ścianą, stała jasna toaletka z dużym lustrem, które otaczały białe żarówki zainstalowane w jego ramie. Obok niej znajdował się dosyć duży blat roboczy, na którym Berenika postawiła kuferek przyniesiony przez Izę.

Przeciwległą stronę pomieszczenia wypełniał bałagan mocno kontrastujący z pedantyczną czystością panującą wokół toaletki; tutaj jasne panele zostały przykryte przezroczystą, gdzieniegdzie pobrudzoną folią. Na niej porozkładane były różne szpargały, wśród których Nika rozpoznała pędzle, farby i parę innych akcesoriów używanych przez Izę do malowania obrazów. Pod ścianą poustawiane były płótna – niektóre zamalowane, niektóre nie – a centralne miejsce w tej części pokoju zajmowała pusta sztaluga.

Iza zdecydowanie była artystką w pełnym tego słowa znaczeniu.

Berenika, nie czekając na zaproszenie ze strony siostry, przysiadła na krześle naprzeciw toaletki. Pani domu stanęła nad nią i przyglądnęła się krytycznie jej twarzy.

– Widać, że zrobiłaś sobie wczoraj tę maseczkę – uszczypnęła ją w policzek.

– Jesteś niesprawiedliwa, przecież dbam o siebie.

– Tylko dlatego, że ci przypominam, żebyś czasem coś zrobiła więcej, niż tylko umyła twarz. No i dlatego, że ci podrzucam odpowiednie kosmetyki. Sztuką nie jest tylko mieć naturalnie ładną cerę – sztuką też jest tego nie zepsuć – powiedziała filozoficznie Iza, po czym podeszła do blatu obok i otworzyła kuferek.

Nika przyglądała się, jak kolejno wyciąga różne kosmetyki do makijażu, których ona sama czasem nie znała. Nie przywiązywała nigdy szczególnej uwagi do swojego wyglądu, poza dbaniem o to, by być schludną i czystą. Prawdą było, że gdyby nie pomoc siostry, pewnie nie prezentowałaby się tak dobrze bez makijażu – Iza doskonale wiedziała, które kosmetyki jej służą i zawsze na urodziny w prezencie dawała jej roczny zapas kremów, maseczek i innych mazideł. To była ich cicha umowa – Berenika raz w roku chowała dumę do kieszeni i przyjmowała drogi prezent, doskonale wiedząc, że samej nigdy jej by nie było na niego stać, ale dzięki temu nie musiała wydawać pieniędzy na wizyty u kosmetyczek i makijaż.

– Izu, przecież doskonale wiem, że bez ciebie już dawno bym zginęła – zaśmiała się Berenika.

– A ja bez ciebie – jej siostra nieoczekiwanie spojrzała na nią wzruszona.

– Ej, słońce, nie płacz. Zapomniałam, że teraz jesteś przewrażliwiona…

– No, kto by pomyślał, że będę co chwilę płakać, nie? – Bazylewska uśmiechnęła się przez łzy. – Ale wiesz, często ostatnio myślę sobie, jakby to wszystko wyglądało, gdyby dziadkowie wciąż żyli… Tak bardzo chciałabym zobaczyć twarz babci, gdy mówię jej, że jestem w ciąży i nasza rodzina się powiększy… I to tak strasznie boli; ta świadomość, że to nigdy nie nastąpi. Że babcia i dziadek nigdy się nie dowiedzieli o naszych zaręczynach z Grześkiem, że nie było ich na ślubie, że nigdy nie poznają ani tego, ani żadnego innego prawnuka…

Berenika poczuła nagle gulę w gardle. Dotknęły ją te słowa, choć przecież powinna już być na to odporna… A jednak. A jednak bez słowa zsunęła się z krzesła i, podszedłszy do siostry, przytuliła ją. Stały tak, płacząc cicho, dzieląc smutek, które rozumiały tylko we dwie. Minęła dłuższa chwila nim w końcu się od siebie odsunęły i spojrzały w oczy.

– Oni wszystko wiedzą, Izu. Wszystko wiedzą i widzą. Byli na waszym ślubie, przecież dziadek prowadził cię do ołtarza razem z tatą Grześka – Nika otarła łzę płynącą po policzku siostry. Ta uśmiechnęła się delikatnie, przypomniawszy sobie o dziadkowej obrączce, którą zapięła wtedy na bransoletce. – Tak samo widzą teraz i opiekują się i tobą, i maluchem. Tylko po prostu ich nie widzimy…

– Strasznie jestem uczuciowa teraz, prawda? Nawet tuż przed ślubem taka nie byłam.

– Tak, słońce. Ale chociaż raz w życiu to ja mogę się tobą zaopiekować.

Iza zaśmiała się i przytuliła ją po raz ostatni. Otarła resztę łez wierzchem dłoni i spojrzała na nią z powagą.

– Dobrze, że nie malowałam sobie dzisiaj oczu. A tobie też nie wolno się mazać. Nie jesteś w ciąży… Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo – puściła oko.

Berenika przewróciła oczami.

– Oczywiście, wraca stara, dobra, złośliwa Iza. Nie, słońce, nie jestem w ciąży i jeszcze długo nie zamierzam być. Dlatego to, co się wczoraj stało… – zawahała się. – Ja… Ja nie wiem, co zrobić, by się nie stało kolejny raz – powiedziała po chwili.

Nie chciała się do tego przyznawać, ale z drugiej strony właśnie tego potrzebowała – wyrzucić z siebie prawdę i dowiedzieć się, co z tym fantem zrobić.

– Podobało ci się?

Westchnęła.

– Tak. Jesteś jedyną osobą na świecie, której mogę się do tego przyznać, choć przed samą sobą było mi trudno to zrobić… – ukryła twarz w dłoniach, a zaraz potem podniosła ją gwałtownie, zdenerwowana. – Iza, to Bruno! Bruno, którego znam od trzech lat, syn pana Jerzego! Już nie wspominając o tym, co piszą o nim w plotkarskich gazetach…

Iza przyglądała się badawczo siostrze. Pierwszy raz widziała ją tak głęboko sfrustrowaną i dotkniętą. Gdyby chodziło o jakiegokolwiek mężczyznę, cieszyłaby się, że w końcu może jakaś strzała amora dosięgła jej ukochaną królową lodu. Problem polegał na tym, że to faktycznie był Bruno; Bruno, którego ona nigdy nie poznała, ale wystarczająco dużo słyszała i czytała – przecież kupowała magazyny dla klientek w studio i zdarzało jej się coś przeglądnąć. Zagryzła wargę, zastanawiając się, w jaki sposób może pomóc.

– Nika, to, że znasz go od trzech lat i że jest synem pana Jerzego, raczej świadczy na jego korzyść. – Stefaniak prychnęła, ale Izabella zignorowała to. – Przecież pan Jerzy jest bardzo miły. Jego syn nie może być jakimś skurczybykiem, skoro, jak wiele razy mi mówiłaś, mają bardzo dobry kontakt.

– No tak, ale sama wiesz, co o nim mówią… Cały czas pokazują zdjęcia z modelkami, aktorkami; niemalże co tydzień wszędzie ogłaszają jego nową wielką miłość i co chwilę któraś płacze na łamach jakiegoś jamniczka, że ją wykorzystał i porzucił.

– A ty w to wierzysz?

Berenika spojrzała na siostrę, nie rozumiejąc, co ta ma na myśli. Ta przysiadła na krześle i wzięła jej dłonie w swoje, zastanawiając się nad czymś głęboko. Nagle ją olśniło. Spojrzała na siostrę, a w jej oczach była determinacja i dziwna odwaga, której Stefaniak dawno u niej nie widziała.

– Nika, ja go nie znam. Nie dam ci odpowiedzi na pytanie, czy powinnaś się z nim wiązać – podniosła rękę, żeby uciszyć nadchodzący protest. – Znam twoje poglądy, wiem, że chcesz najpierw się wybić w zawodzie, a potem szukać miłości. Ale pamiętaj, że uczucie nigdy nie przychodzi wtedy, gdy tego chcemy. Wiesz, że poznałam Grześka, kiedy jeszcze spotykałam się z Kamilem? Pamiętasz, że nie widziałam świata poza nim… Cztery lata starszy, dziesięć centymetrów wyższy, student prawa, jego ojciec prowadził najsławniejszą kancelarię w mieście. Byłam zakochana do szaleństwa i dumna. Gdy spotkałam Grześka i ten zaprosił mnie na randkę, odmówiłam mu w bardzo nieprzyjemny sposób – myślałam o nim wtedy niezbyt dobrze: nie dość, że niski, to jeszcze po zawodówce, robotnik na budowie… Byłam głupią smarkulą, nie jestem dumna ze swojego zachowania… Otrzeźwiło mnie rok później, gdy dziadek wylądował w szpitalu i nie mógł już pracować, a ja musiałam rzucić całkiem szkołę, by pomóc babci finansowo. Do Kamila wtedy dotarło, że ja naprawdę nie wybieram się na studia. Straciłam nie tylko chłopaka, ale też wszystkich znajomych… Pamiętam, jak drugi raz wtedy natknęłam się na Grześka, a on mnie przywitał serdecznie, jakbym wcześniej chamsko go nie odrzuciła. To było jak obuchem w głowę… Pamiętam, że pod wpływem impulsu wtedy w barze postawiłam mu kawę, której przez to sama nie wypiłam i przeprosiłam go za wszystko. Dalszą historię znasz… Wiem, że nigdy nie opowiedziałam ci, że już wcześniej znałam Grześka, ale było mi zwyczajnie wstyd, że tak go wtedy potraktowałam. W sumie dalej sobie to czasem wypominam… Ale widzisz, zdarza się, że prawdziwa miłość przychodzi w kimś, kogo nigdy byśmy o to nie podejrzewały.

Berenika przysłuchiwała się z uwagą tej opowieści. Iza? Chamska w stosunku do Grześka? Nigdy nie przypuszczała, że jej siostra mogłaby potraktować kogokolwiek w nieprzyjemny sposób, ale też niewiele pamiętała z tamtego okresu. Chodziła jeszcze do gimnazjum, zazdrościła siostrze chłopaka – ale nie dlatego, że Kamil był świetny, tylko chodziło jej wtedy o sam fakt bycia w związku. Tak naprawdę nigdy dobrze nie poznała tej pierwszej wielkiej miłości Izy i nigdy dobrze nie pamiętała ich rozstania. Skoro jednak to nastąpiło, gdy dziadek wylądował w szpitalu, to już wiedziała, dlaczego nie pamiętała Izy rozpaczającej po nieudanym związku – żadna z nich w tamtym czasie nie mogła myśleć o niczym innym, jak o chorym dziadku i zdruzgotanej, choć starającej się to ukrywać, babci.

Spojrzała raz jeszcze w poważne i lekko wilgotne oczy Izabelli i dotarło do niej, że zna to spojrzenie: w ten sam sposób patrzyła na nią babcia, gdy się o nią martwiła… Przecież Iza już za chwilę zostanie mamą! Berenika zaczęła się zastanawiać, czy może faktycznie zachowywała się dziecinnie myśląc jedynie o swojej karierze. Może też były ważniejsze sprawy w życiu niż te zawodowe? Przecież siostry dzieliły tylko dwa lata różnicy… Dwa lata. Co będzie za kolejne dwa lata? Czy ona, Berenika, będzie wciąż w tym samym miejscu? Sama, ze swoją ambicją, której nie będzie w stanie spełnić? A co, jeśli Bazylewskich spotka to samo, co rodziców i zostanie sama? Kto się zaopiekuje z maluchem? Przecież nie będzie w stanie wykarmić dziecka swoimi marzeniami!

Potrzebowała ludzi, bardzo potrzebowała, i dopiero teraz, patrząc w smutne oczy siostry, zrozumiała, że przecież i to nie będzie trwało wiecznie; i to może się skończyć przedwcześnie. Z kim wtedy zostanie ona i ta mała istotka, którą Iza nosiła pod sercem?

Nagle wszystko stało się jasne. Samotność zdawała się być gorsza od perspektywy złamanego serca i porzuconych marzeń.

– Uważasz, że powinnam dać Brunowi szansę? – zapytała jeszcze.

– Uważam, że sama najlepiej wiesz, co zrobić. Wiem tylko tyle, że pan Jerzy jest bardzo miły, a portale plotkarskie zawsze szukają sensacji. Nie chcę, żebyś cierpiała z powodu tego, że facet cię skrzywdził, ale nie chcę też, żebyś przegapiła szansę na wielką miłość. To musi być twoja decyzja, Nika. I jakakolwiek ona nie będzie, pamiętaj, że stanę za tobą murem.

NASTĘPNY ROZDZIAŁ (w przygotowaniu)

POPRZEDNI ROZDZIAŁ

***

I tym oto sposobem poznaliśmy kolejnych ważnych bohaterów. 🙂 Ale jeśli liczycie na to, że wiecie, co się stanie w kolejnym rozdziale – jesteście w wielkim błędzie!

Jednocześnie przyznaję, że nie wiem, czy za dwa tygodnie nie opublikuję trzeciego rozdziału Czekolady deserowej. Wszystko będzie zależało od czasu, którego nagle – zupełnie niespodziewanie dla mnie samej – nie mam już za wiele.

Do napisania!

Oryginalne zdjęcie Sam Manns.

Pisarka amatorka, dziennikarka, prawie pani inżynier informatyk; kociara, miłośniczka planszówek i gier logicznych, świeżo upieczona pasjonatka katastrof lotniczych. Na tym blogu dzielę się swoimi historiami i światami, czerpiąc z tego dużo radości. Usiądź na chwilę, przeczytaj i pozwól mi dać Ci kolejne życie. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry