Cyntia – część 3.

Zamek to ilustracja do 3 części opowiadania fantasy Cyntia

Wiele razy od tego czasu pytałam ojca, kim była moja matka. Tłumaczyłam mu, że Edward uczy mnie teraz o rozmnażaniu i bardzo zaciekawiła mnie czysto przyrodnicza strona mojego pochodzenia.

Za każdym razem wymawiał się inaczej.

Nie pamiętał, nie chciał pamiętać. Matka została wypędzona, zmarła. Była pięknością, która błyszczała przy nim; była nędzarką, która pragnęła jego towarzystwa i się nad nią ulitował… Teorii było mnóstwo, jakby całkiem zapominał, że pytanie o matkę już padało i wtedy odpowiadał w inny sposób. Nikt z dworu – a właściwie nikt z garstki osób, które mogłam zapytać o matkę, nie znał kobiety, która mnie urodziła. Co śmieszniejsze, nikt też nie pamiętał, w jaki sposób ja pojawiłam się u boku króla. Po prostu pewnego dnia ojciec przedstawił mnie jako swoją córkę i tak już zostało – nikt nie zadawał zbędnych pytań. Pan Bartłomiej twierdził, że za tym zanikiem pamięci stoi coś więcej niż tylko ludzka niedoskonałość. Miał teorię, że to właśnie dzięki matce w moich żyłach płynęła krew Julianów, a skoro moja rodzicielka miała tak szlachetne korzenie, musiała umieć posługiwać się magią. Szczerze mówiąc, nie miało to wtedy dla mnie większego znaczenia.

Bardzo osobisty wpis

Ci, którzy znają mnie dłużej od blogowej strony, wiedzą, że czasem się uzewnętrzniam i wiele rzeczy wtedy obiecuję. Niestety, większości obietnic nie dotrzymałam; wszystkie dotyczyły rychłego powrotu do blogowania. Dopiero teraz to zrobiłam. Dlaczego?

Za każdym razem, gdy zastanawiałam się, czy wrócić, wracałam na stare śmieci, by odkryć, że ktoś napisał komentarz albo maila. Za każdym jedynym razem, gdy mnie ciągnęło, okazywało się, że ktoś po tylu latach wciąż pamiętał. To były pojedyncze osoby, ale ja i tak za każdym razem nie dowierzałam, bo nigdy nie sądziłam, że moja twórczość tak mocno mogła zapaść komuś w pamięć; pomimo tego, że wtedy była tak niedopracowana i publikowana pod presją czasu. Nie mogłam w to uwierzyć, choć jednocześnie to stanowiło jedno z moich największych marzeń: pisać tak, by ludzie o mnie pamiętali, czytali mnie, wracali. Paradoks, prawda?

Dlaczego więc zdecydowałam się na powrót teraz, kiedy wydaje się, że wszystko zaprzepaszczone? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę wyjaśnić, dlaczego w ogóle zniknęłam.

Cyntia – część 2.

Otwarta książka to ilustracja do 2 części opowiadania fantasy Cyntia

Miałam trzynaście lat, kiedy to wszystko się zaczęło. Zdążyłam wtedy już prawie zapomnieć o Albercie i przestać unikać pana Bartłomieja. Choć biblioteka nie była już tą samą ostoją, co wcześniej, wciąż przesiadywałam tam godzinami, wertując różne księgi. W jednym byłam konsekwentna – zawsze starannie omijałam regał trzydziesty piąty.

Ta noc była inna. Pierwszy raz od dwóch lat zdarzyło mi się zostać w bibliotece już po zachodzie słońca. Zaczytałam się w książce o Arbasie, naszej stolicy, gdzie autor bardzo ciekawie opisał topografię miasta. Dowiedziałam się wtedy, że Mały Plac, jak go wszyscy nazywali, stanowił geograficzny środek osady, którą założono i wokół którego się ona rozrastała. Była to ciekawostka, która na długo zapadła mi w pamięć.

Gdy skończyłam czytać i zorientowałam się, jak późna jest pora, zaczęłam szybko szykować się do wyjścia. Podejrzewałam, że bibliotekarz najzwyczajniej w świecie przegapił mój pojedynczy świecznik stojący na stoliku znajdującym się między dalszymi regałami; nie przypuszczał, że mogłam nie zdążyć wyjść. Zebrałam więc wszystkie swoje rzeczy – kilka piór, kartek i książek – do płóciennej torby i powstałam pośpiesznie z krzesła. Chciałam chwycić w swoją dłoń świecznik i udać się do wyjścia… Silne pociągnięcie w tył, obca, brudna dłoń na ustach i za chwilę smak bólu i krwi zmieszał się z fetorem starej szmaty brutalnie wepchniętej między moje wargi. Ręce zostały wygięte w tył, a zaraz potem przeszył mnie chłód ostrego narzędzia na moim gardle.

Przewiń do góry